Dzieci Stanu Wojennego

„Dzieci Stanu Wojennego. Patrząc szeroko, to urodzeni nie tylko w latach 82-84, ale ogólnie w pierwszej połowie lat 80-tych. Wychowani zasadniczo bez wzorców. Autorytet w postaci papieża Jana Pawła II był dla nich raczej tylko „obrazkiem”, skoro rodzice rzadko chodzili do kościoła, a i z innymi przykazaniami – poza trzecim – również miewali problemy.

Dzieci Stanu Wojennego mają jednak w większości porządnych rodziców, dobrych ludzi. Niestety, ich rodziciele – z powodu czasów, w których żyli – to w większości pozbawieni idei, marzący o konsumpcji ludzie bez wartościowego wykształcenia czy prawdziwej kariery, a z kłopotami. Z odkładanymi przez całe rodziny milionami na książeczce mieszkaniowej, które stały się jedynie tysiącami wskutek ogromnego obniżenia wartości pieniądza (tzw. dewaluacja – nie mylić z denominacją, która była tylko ścięciem trzech zer dla uproszczenia obliczeń!) na początku lat 90-tych.

Dzieci Stanu Wojennego mają rodziców, którzy się w PRL buntowali. Ale ten rodzicielski bunt i strajki, spowodowany był u wielu głównie względami ekonomicznymi. Nie było towaru w sklepach, więc się buntowali. Czy nie każdy by się buntował? W czasie stanu wojennego już tak nie buntowali, ale robili dzieci. Dzieci Stanu Wojennego.

Lech WałęsaDzieci Stanu Wojennego wychowane na przełomie lat 80-tych i 90-tych często nawet nie zauważyły „zmiany systemu”. Niedobry Jaruzelski zamienił się w dobrego Wałęsę, który zmienił się w złego Wałęsę, bo rodzice uwierzyli, że da każdemu z nich po sto milionów złotych (10 000 000 przed denominacją, czyli dzisiejsze 10 000 zł). A skoro nie dał, to wkrótce zagłosowali na… niedobrych komunistów, którzy chyba nagle stali się dobrzy (?). Trudno się w tym połapać. Polityka jest głupia!

Dzieci Stanu Wojennego to nie dzieci komuchów, nie aparatczyków, nie zdrajców. To dzieci zwykłych, normalnych, przeciętnych, szarych Polaków. Dzieci wychowujące się zwykle, normalnie, przeciętnie, szaro. A potem rozkochane w kolorowych wafelkach, gumach do żucia, a nawet… karteczkach z obrazkami z kreskówek.

DAtariziadkowie Dzieci Stanu Wojennego często zapisywali chlubną kartę w wojennej historii kraju. Ale rodzice Dzieci Stanu Wojennego nie wszczepili im wielkiego szacunku do starszych, więc kto by dziadków wtedy słuchał. Dziś już często nie ma kogo słuchać, a wtedy były ciekawsze zajęcia. Najpierw ruskie gry elektroniczne z bazaru, ale potem już Pegasus i Commodore lub Atari (szczytem marzeń Amiga)…

Rodzice Dzieci Stanu Wojennego kupowali telewizory, meble, remontowali łazienki. Zmieniali swoje wcześniejsze szare życie w nowe, kolorowe. Pociechy przyglądały się temu z zaciekawieniem uznając, że to najważniejsze w życiu. Kupować, kupować, kupować. A może precyzyjnie: pożyczać, pożyczać, pożyczać…?

Dzieci Stanu Wojennego to w większości dumni absolwenci szkół wyższych. Rodzice mówili, że wykształcenie jest bardzo ważne, że nauka to klucz, a studia to wręcz klucz do raju. Studia skończono, ale raj widział mało kto.

Rodzicom Dzieci Stanu Wojennego wmawiano, że oświecenie idzie ze Wschodu. Rodzice nie uwierzyli. Wiedzieli, że ze Wschodu to idzie śmierć, i fałsz, a w najlepszym razie głupota. Wiedzieli to od swoich rodziców i z własnego doświadczenia. Dzieciom Stanu Wojennego wmawiano, że oświecenie idzie z Zachodu. Uwierzyli. Skoro wszystko co najgorsze idzie ze Wschodu…

Ale Dzieci Stanu Wojennego wychowywali nie tylko rodzice. Pojawiły się media! I to nie te dwa nudne kanały publicznej telewizji i radia. Nowe telewizje i nowe stacje radiowe! Była też gazeta, która jak by się przyjrzeć stała na straży całego kraju! Pilnowała nie tylko sprawiedliwości, uczciwości polityków. Gazeta WyborczaPilnowała również naszej moralności, przyszłości, a nawet przeszłości!… Tato czytał i czasem się denerwował, bo głupi Polacy „nie rozumieli wyjątkowości czasów transformacji”. Na szczęście same media rzadko się kłóciły. Z „Wyborczej”, „Polsatu”, „TVN-u” czy Radia „Zet” można się było dowiedzieć tego samego. Najwidoczniej wszystkie były tak samo mądre.

Dzieciom Stanu Wojennego mówiono, że religia to przeżytek, a księża to pedofile i złodzieje. Teraz jest laicka nowoczesność. Trudno się nie zgodzić, skoro do kościoła chodzi tylko babcia. Czas skończyć z zaściankowym polactwem, trzeba się otworzyć. Spójrzmy na Zachód, tam to jest postęp! Odważne parady równości, holenderskie sklepy z narkotykami i prostytutkami, to jest życie! Róbta, co chceta!

I Dzieci Stanu Wojennego robiły, co chciały. To znaczy robiły to, co mogły. Uczyły się, kochały się, pracowały, ale nie pojmowały, dlaczego pomimo „upadku komuny” wciąż nie jest w Polsce dobrze, wciąż nie jest bogato, wciąż jest byle jak. Dlaczego politycy ciągle się kłócą, dlaczego ten Kaczyński ciągle krzyczy o jakimś układzie, zamiast zająć się uczciwą pracą. Te wszystkie kłótnie do niczego nas przecież nie doprowadzą. Część Dzieci Stanu Wojennego sfrustrowane „polską nieudolnością” opuściły Ojczyznę i szukają lepszego życia w Europie, a jakże, Zachodniej.

Dzieci Stanu Wojennego często nie mają dzieci. To nawet lepiej, bo nie stać ich na potomstwo. A tak w ogóle to niemodne. Dziś liczy się kariera! Żadna porządna Córka Stanu Wojennego nie ma zamiaru zostać jakąś (tfu!) kurą domową! Albo jakąś (he, he) Matką Polką! A porządny Syn ani myśli o ślubie. Carpie diem, ziom!

Tęczowa flagaDzieci Stanu Wojennego są bardzo tolerancyjne. Parady gejów wyglądały najpierw trochę dziwnie, ale przecież można się przyzwyczaić. Zresztą każdy ma jakiegoś geja wśród znajomych. A jeśli nie to pewnie dlatego, że jeszcze Polska zaściankowość nie pozwoliła się temu gejowi ujawnić! Kiedyś nie do pomyślenia było, by się pederaści całowali na ulicy. Dziś da się to wytrzymać. Można by im nawet sformalizować związki. Nam co prawda formalizacja jest niepotrzebna, w końcu tak nam mówiono latami, ale skoro oni chcą, to w porządku. Niech mają. Byle tylko dzieci nie adoptowali. Chociaż, jak pomyśleć, ile dzieci mieszka w domach dziecka… Może właśnie geje adoptowałyby akurat dzieci z domu dziecka?

Dzieci Stanu Wojennego mają dość gadania o przeszłości i dość rozliczania komunistów. Było co było, nie zmienimy tego. Jątrzenie nie ma sensu, trzeba patrzeć do przodu, przed siebie, w przyszłość. Co prawda trudno powiedzieć co przyniesie przyszłość, ale najważniejsze, by nie gadać o historii! Dzieci Stanu Wojennego mają też dość Smoleńska! Po co się ten Kaczor tam w ogóle pchał?! Nie lubił Ruskich, oni nie lubili jego. Chciał, to się doigrał. Zresztą, pewnie sam doprowadził do tej katastrofy!

Po co więc drążyć? Zróbmy Dzień Bez Smoleńska! Tylko o  tym w 2010 roku marzyło wiele Dzieci Stanu Wojennego. Bo o czym miały marzyć? O karierze, która już dawno powinna nabrać największego tempa? O własnych dzieciach, które powinny już chodzić szkoły lub chociaż przedszkola? Po co w ogóle żyją Dzieci Stanu Wojennego? Co po sobie zostawią?…

Dzieci Stanu Wojennego w którymś momencie straciły marzenia i przestały być dziećmi. Kolejne pokolenie Polaków zorientowało się, że zostało oszukane. Różne były impulsy. Część w 2007 roku po aferze Rywina zrozumiała, że postkomunistyczny układ jednak istnieje, a antylustracyjny bełkot Michnika to kłamstwa mające kryć umoczonych kolegów.

Smoleńsk - wrak tupolewa umytyCzęść Dzieci Stanu Wojennego w 2010 roku stwierdziła, że rząd, który pozwala Rosjanom robić sobie kpiny ze śledztwa, niszczyć wrak, bezcześcić ciała zmarłych i odzierać z godności pamięć o nich nie jest godny zaufania, a wspierające ten rząd media nie są jednak bezstronne.

Część Dzieci Stanu Wojennego widziała w internecie Marsz Niepodległości z 2011 roku, chociaż w telewizji go nie pokazano mówiąc, że były tylko zamieszki. Dla wielu miarka się przebrała.

Wiele Dzieci Stanu Wojennego ma dość homopropagandy. Kiedy mówiono o równości i tolerancji, wszystko było OK. Ale kiedy okazuje się, że „kochającym inaczej” chodzi już nie tylko o legalizację związków, ale i adopcję dzieci i to wcale nie z domów dziecka (a na zachodzie Europy powstają nawet partie, które chcą zalegalizować pedofilię!!!), a od aborcji do eutanazji już tylko krok, okazało się, że ochrona tradycyjnych wartości to nie tylko „kościelne gadki”, ale potrzeba chwili!

Wtold PileckiDzieci Stanu Wojennego chcą prawdy o polskich bohaterach, rzetelnej lekcji polskiej historii. Nie antypolskich paszkwili w „Wyborczej” oraz zmanipulowanych filmów typu „Pokłosie”, ukazujących Polaków, naród najbardziej zasłużony w ratowaniu Żydów w czasie wojny, jako tępych antysemitów. Dlaczego nie uczono o rotmistrzu Pileckim? Przecież przy nim bohaterowie amerykańskich filmów to gamonie. Dlaczego nie mówiono o Żołnierzach Wyklętych, przecież to oni jako ostatni stanęli z bronią w ręku w naszej obronie?!

Dzieci Stanu Wojennego chcą merytorycznej debaty publicznej. Odpowiedzialnych polityków i odpowiedzialnych mediów. Rozliczania władzy z decyzji politycznych (np. Lecha Kaczyńskiego z Traktatu Lizbońskiego), zamiast urządzania medialnych spektakli nienawiści (ponoć to straszne, że mu żona przyniosła kanapki do samolotu)…”

źródło artykułu:

http://www.bliskopolski.pl/teksty/dzieci-stanu-wojennego/

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s