Kontrola Umysłu w XXI wieku

Kontrola umysłu w XXI wieku – relacje świadka

Aleksander Zieliński
marzec 2013

Wstęp

Minęło już ponad piętnaście lat od chwili, kiedy zamieściłem moje pierwsze sprawozdanie, wpierw na stronie pamiętnego Forum Kontroli Umysłu, a potem na własnej Polskiej Stronie Kontroli Umysłu. Tamten opis życia pod kontrolą umysłu był próbą rzetelnego przedstawienia wypadków, jakie się mnie przydarzyły. Niestety, sam widzę dzisiaj, do jakiego stopnia jest to sprawozdanie nieczytelne i niemożliwe do przetrawienia. Postanowiłem jednak nic nie zmieniać. Trudno spodziewać się czegoś bardziej trafnego od człowieka spętanego od dzieciństwa szaleństwem kontroli umysłu. Takie sprawozdanie może być dla wnikliwego analizatora nie tylko informacją, ale również i podstawą do określenia, – w jakim stanie się wówczas znajdowałem. Wiele się zmieniło od tamtego czasu. W ówczesnym sprawozdaniu opisywałem zmienność kontroli umysłu. Okres ostatnich piętnastu lat też podlegał takim zmianom. W dzisiejszym świecie kontroli istnieją inne metody, ludzie i cele. W ciągu ostatnich piętnastu lat przyszło mi uznać, że mój pierwszy kontakt z kontrolerami zaistniał wcześniej niż uważałem poprzednio. Także, że ci, których uważałem za wartościowych, okazali się nic nie warci, że słabi okazali się silni. Przede wszystkim jednak musiałem uznać, że kontrola umysłu trwa – coraz bardziej nie do pokonania, coraz bardziej okupacyjna i inwazyjna. Obecny artykuł jest próbą podsumowania wydarzeń ostatnich piętnastu lat dla celów przekazu historycznego i ogólnej informacji.

 


Polska Strona Kontroli Umysłu została zamknięta na przełomie milenium z powodu jej jednostronności. Miałem do czynienia z dużą ilością materiałów pochodzenia zachodniego. Starałem się je udostępnić po polsku, poszukując jednocześnie rodzimych ofiar, które nękałyby podobne problemy. Zabrakło materiałów ze świata, w którym dominowała technologia rosyjska i zabrakło wówczas polskich ofiar, które mogłyby świadczyć – jestem pod wpływem kontroli umysłu. Nawet wydana w Polsce książka „Kontrola Umysłu”, która zawiera materiał zamieszczony na mojej stronie, odwołała się do okropności wyłącznie świata zachodniego. Niezależność jest tym, co odróżnia sterowanego od żołnierza. Tak to powinienem osobiście rozumieć. W sytuacji, kiedy byłem zależny od dopływu informacji tylko z jednej strony zagadnienia, nie chcąc być niczyim żołnierzem, postanowiłem stronę zamknąć. Do tej pory znalazło się już kilka osób z Polski, które aktywnie świadczą o tym, że są ofiarami kontroli umysłu. Okazało się, że dla utrzymania kontroli świat zachodni potrafi się doskonale i bez przeszkód porozumieć ze światem wschodnim, zanim te światy rozpoczną jakąkolwiek wojnę. Dzisiaj mógłbym się już nie czuć skrępowany takimi względami, ale nauczony doświadczeniem, potraktuję stronę z tym artykułem, jako prywatną, a nie polską.

Poniższe sprawozdanie nie jest pracą naukową. Nie odwołuje się do tematów ani cytatów z prac innych ludzi. Jest to relacja tego, co się ze mną dzieje, co wiem i jak widzę świat na dzień dzisiejszy. Jeśli znajdzie się ktoś zainteresowany danym tematem, może bez trudu wyszukać potrzebne informacje na Internecie. Obecnie jest tego materiału bardzo dużo. Tak luźno potraktowanym tematom można wierzyć, lub nie wierzyć. Ogólnie, ludzie są dzisiaj bardziej świadomi niewidzialnego świata, niż było to piętnaście lat temu. Jakkolwiek pamiętam, że czytałem gdzieś o PSKU, jako o najbardziej bzdurnej stronie polskiego Internetu. Ważne jest, aby czytelnik rozumiał, że piszę o świecie, jaki odbieram. Z całą pewnością uważam, że kontrola umysłu to najważniejsze, bieżące zagadnienie współczesnego świata. Najwspanialsze technologie będą tylko naszą tragedią, jeśli użyjemy ich przeciwko sobie. Ponieważ kontrola umysłu trwa już długo, skutecznie, stosunkowo niezauważalnie i coraz bezwzględniej, zaistniały tylko dwa wyjścia z tej sytuacji. Albo będziemy potrafili to zjawisko ujarzmić i rozliczyć, albo zostaniemy przez nie, jako ludzkość, totalnie zdegenerowani. Poważnie obawiam się, że objawy takiej degeneracji są już wyraźnie widoczne.

Finalnie, nie potrafię o tym pisać w inny sposób, jak tylko nazywając siły po imieniu. W moim tekście znajdą się informacje, które zapewne będą wielce poruszające dla wielu osób. Wiem, że w każdej formacji, która posiada i używa technologię kontroli umysłu, są również tacy, którzy o tym nic nie wiedzą. Mogą poczuć się bardzo urażeni pomówieniami ze strony jakiegoś sterowanego, który „frywolnie” opisuje sobie świat, z jakim ma do czynienia. Często powtarzam to przy podejściu do tych problemów – nie jestem po to, aby zwalczać daną siłę po imieniu. Nie jest moim zasadniczym powołaniem, aby być czyimkolwiek wrogiem. Najchętniej znalazłbym się w świecie, w którym mógłbym używać moich, nieograniczanych przez nikogo zdolności dla pożytku osobistego i dla innych ludzi. Niestety, znalazłem się w takim położeniu, gdzie przetrwanie ludzkości jest sprawą rozumianą bezpośrednio. Jest to o wiele ważniejsze, niż czyjekolwiek imię. Bez mej zgody, ktoś mnie w tym miejscu postawił i nie powinienem za to nikogo przepraszać. 

Technologie Kontroli Umysłu

Mógłbym zażartować, że w 21-szym wieku kontroli umysłu już nie ma. Nie ma kontroli umysłu samodzielnie, czy w celu wyłącznie kontrolowania umysłu. Działania związane z bezpośrednią energią zostały na początku tego milenium połączone w szersze spektrum kontrolne. Od dostępu do przestrzeni kosmicznej, poprzez manipulacje pogody i naturalnego środowiska, do kontroli globu ziemskiego. Kontrola umysłu prowadzona jest przy użyciu środków współpracujących z tymi elementami szerszej kontroli lub ich związkami. Kontrola umysłu – stało się określeniem raczej skromnym, kiedy mamy do czynienia z kontrolą ciała ludzkiego (systemu nerwowego, systemu kostnego, układu krążenia, układu trawienia, itd.), kontrolą relacji międzyludzkich, a nie tylko z kontrolą zmysłów i duchowości. Harlan Girard nazwał to kiedyś kontrolą procesu biologicznego. Trudne sprawy i ciężkie dożywotnie więzienie technologiczne, szczególnie, jeśli sterowany ma wszczepionego implanta, lub kilka ich rodzajów.

Na przełomie tysiąclecia prowadziłem Polską Stronę Kontroli Umysłu, gdzie opisywane przypadki wydawały się bardziej personalne. Ich wymiar zupełnie odbiegał od wizji tego globalnego systemu, jaki daje się zauważyć w 21-szym wieku. System został zmodernizowany szybko, w ciągu kilku raczej niż kilkunastu lat. Oczywiście, można sobie wyobrazić, że umożliwił to szalony postęp technologiczny. Jakkolwiek, jest to prawdą tylko częściową. Dużą rolę odegrały w tym wypadku możliwości, które pojawiły się po upadku Związku Radzieckiego. Nastąpiło otwarcie na kontakty nie tylko polityczne, handlowe czy eksport dotychczas zakazanych technologii, ale również stało się tak, że rosyjskie technologie kontroli uzyskały znacznie łatwiejsze wejście w sferę operacji na Zachodzie.  Szczególnie pozyskanie przez Zachód możliwości korzystania z niektórych aspektów użytkowych rosyjskich broni skalarnych, umożliwiło utworzenie spektrum operacji z dokładnością, na miarę relacji między elementami i na skalę dotychczas na Zachodzie nieznaną.

Brak specyficznego stopnia kompetycji pomiędzy systemami i mocarstwami, jaka istniała w czasach egzystencji Związku Radzieckiego, spowodował również duże zmiany w tym, co nazwałbym podejściem do sterowanego, swego rodzaju polityką kontroli. Ta sprawa po prostu przestała odgrywać znaczenie. Zupełnie zarzucono zasady etyczne i humanizm. W istocie, relacje pomiędzy sterującymi a sterowanymi stawały się stopniowo coraz gorsze na przestrzeni kilkudziesięciu lat. Do dużych przełomów doszło już w latach osiemdziesiątych. Wtedy to relacje przybrały wymiar wojny człowieka przeciwko człowiekowi, a następnie obróciły się po prostu w torturowanie sterowanego. Jakkolwiek, nawet wtedy sterujący zachowywali namiastkę motywacji. O coś zawsze chodziło. Istniały pojęcia jakiejś zbrodni i jakiejś kary. Czegoś trzeba było się nauczyć i o coś trzeba było dbać. Nawet wtedy istniało pojęcie fragmentarycznej, ludzkiej wspólności ze sterowanymi. W pierwszych latach 21-szego wieku wszystko to zanikło. Nastąpiła totalna obcość, a sterowanego zaczęto traktować tak, jak przedmiot użytkowy, czy też jak surowiec do wytwarzania jakichś produktów. System da się określić najtrafniej, jako totalną dyktaturę technologii – a więc dyktaturę tych, którzy technologię posiadają. Nikt się nikomu z niczego nie tłumaczy i nie zachowuje się żadnych pozorów. Pomiędzy sterującymi a sterowanymi zaistniała ogromna przepaść technologiczna. Tak jakby ludzkość została podzielona martwą i niemiłosierną technologią. Co prawda, ludzkości nie da się praktycznie podzielić w taki sposób. Wszyscy, sterujący i sterowani, stoimy razem w obliczu wspólnych ludzkich problemów, ale te aspekty wspólności są systematycznie niwelowane poprzez codzienną dokuczliwość, torturę prowadzoną z wyrachowaną obcością. Zabija się miłość.

Finalnie przyszło mi zrozumieć, na jakim zjawisku polega ta technologiczna sztuczka. Czym jest to zjawisko fizyczne, które odmienia moje życie od pięćdziesięciu lat i zmusza mnie do niewolniczej pracy na polu, na jakim człowiek nie był predysponowany pracować i w sposób, na który jest totalnie przez naturę nieprzygotowany? Po upływie około stu lat od chwili wynalezienia przez Nicola Teslę, współczesna technologia zaczyna powoli akceptować i wprowadzać do użytku praktyczne możliwości bezprzewodowego przesyłania prądu. Musiałem dostać wiele elektrycznych kopniaków po głowie, aby w to bez zastrzeżeń uwierzyć – prąd elektryczny, pole magnetyczne, dźwięk, fale mechaniczne można bezprzewodowo transmitować na zasadzie wspólności pól o takim samym rezonansie. Gdybym był w stanie być bardziej dociekliwy, to mógłbym dojść do tego już 25 lat temu.

Zwiedzałem wtedy wystawę naukową SCI-TECH w Perth. Po jednej stronie dużej sali, w dwóch przeciwległych rogach zamontowane były dwa identyczne przyrządy w kształcie stożka. Każdy przyrząd składał się z większego okręgu wykonanego z rury, który był połączony ze stosunkowo małym okręgiem kilkoma podłużnymi rurami o takiej samej średnicy. Czubki tych stożków, małe okręgi były skierowane ku środkowi pomieszczenia. Sala była wypełniona rozbawionymi dziećmi, które powodowały wielki hałas. Osoby stojące blisko tych przedmiotów mogły swobodnie rozmawiać ze sobą na odległość 25-ciu metrów między nimi. Pomimo głośności pomieszczenia, głos był czysty i wyraźny. Miałem wrażenie bezkierunkowości głosu, tak jakby się wywodził znikąd. To zjawisko bardzo przypominało głosy kontrolerów, które tajemniczo docierały do mnie znikąd. Wiedziałem, że jestem bardzo blisko poznania technologicznego tricku, z którym mam do czynienia. Nie potrafiłem jednak wyobrazić sobie, jak urządzenie takiego typu można transformować, aby było niezauważalne? Poza tym, miałem do czynienia nie tylko z niepożądanymi głosami, ale również z dużą ilością innych, transmitowanych znikąd wrażeń.

Dziś wytłumaczenie zjawiska wydaje się łatwe. Hałas na sali to fale mechaniczne, które uderzając o rury ożebrowania przyrządu powodowały rezonans mechaniczny. Ponieważ obydwa przyrządy były dokładnie takie same, to rezonans mechaniczny tych przedmiotów był również identyczny. Przyrządy były ukierunkowane do środka sali, czyli do centrum fali powodowanej przez hałas. Zjawisko sprzężenia pól o takim samym rezonansie pozwalało na transmisję głosu. Fala głosowa nie podróżowała poprzez pomieszczenie, gdzie zostałaby zniszczona poprzez znacznie silniejszą falę dźwiękową kreowaną przez rozbawione dzieci. Z kolei bez hałasu dzieci nie byłoby rezonansu i transmisji dźwięku. Szkoda, że nie domyśliłem się wcześniej.

Ostatecznie, wpadłem na trop zasadniczy czytając o bezprzewodowym ładowaniu baterii laptopa. Naukowcy z amerykańskiego MIT stwierdzili na swej witrynie internetowej, że dla efektu sprzężenia pól – potrzebnego dla bezprzewodowego przesyłania prądu elektrycznego do baterii laptopa – preferują rezonans mechaniczny. Wtedy posiadane informacje wzajemnie się uzupełniły. Zapewne, oprócz prądu elektrycznego i dźwięku w ten sam sposób można by przesyłać inne rodzaje energii oddziałowującej na ludzki organizm. Oto była tajemnica sztuczki dostępu do umysłu i oto byłem ja, który z tą technologią wyrosłem, zestarzałem się i nie potrafię sobie poradzić.

Powinienem teraz wspomnieć – dotarło do mnie, że pierwsze namierzenie mojej osoby nastąpiło wcześniej, niż opisałem to w mej pierwszej relacji. Pierwsze namierzenie zostało dokonane poprzez lekarza podczas wizyty domowej. Polegało to na przytknięciu małego, lekko szczypiącego przedmiotu w okolicy ucha. Uświadomiono mnie o tym już dawno temu, ale w obawie przed programowaniem pamięci długo ją sprawdzałem. Ciekawą cechą tego wydarzenia było, że jako małe dziecko czekałem na wyjście lekarza z mieszkania, aby usiąść na nocniku. Zostałem namierzony za ściśniętym odbytem. Przypuszczam, że lekarz dokonał namierzenia charakterystycznych parametrów mego organizmu, które zostały gdzieś zapisane w formie trwałej. To, dlatego, że jakiś czas potem chorowałem na rozluźnienie odbytu, co doprowadziło mnie do opisywanego w mej pierwszej relacji, namierzenia w gabinecie neurologa, we wrześniu 1964 roku. Zachodzi wyraźne podejrzenie, że ta pierwsza forma technologii używała pojedynczego zapisu informacji o mym organizmie. Do tego, kontrolerzy nie potrafili chyba analizować tego zapisu. Ślad skoncentrowania energii w odbycie powracał systematycznie i spowodował chorobę. Tak jak zwykle, to moje domysły, ale całkiem rozsądnie uwarunkowane. „Pomyśleć, gdybym nie dbał, aby panu doktorowi nie śmierdziało, to może by mnie już więcej nie namierzali” – dawka czarnego humoru.

Następne namierzenie było bardziej skomplikowane – typu interferometrycznego. Elementy tego procesu to urządzenie nazwane radiem, mała antenka, duża lampa na stojaku, lekarz i ja. Zmieniały się pozycje lampy, moja i lekarza. Duża siła weszła we mnie od góry, z lewej strony głowy i przenikła aż do klatki piersiowej. Ten fakt sugeruje, że skrzyżowano pole mego ciała ze silniejszym polem. Rozpatrywanie tego wydarzenia doprowadziło mnie do wniosku, że od czasu tego namierzenia kontrolerzy używali już zapisu parametrów organizmu w trybie „na żywo”. Myślę, że zostałem wpuszczony w obieg, w którym istniał input dla ich ingerencji.

Zachodzi pytanie, która metoda jest skuteczniejsza? Pozostawałem w niewytłumaczonej świadomości, że w sumie obydwie metody polegają na tej samej zasadzie.  Dla sterowanego główna różnica polega na tym, że namierzenie interferometryczne jest o wiele silniejsze i dokładniejsze. Sprzężenie rezonansowe może pozostawiać w człowieku więcej bogactw duchowych, podczas kiedy namierzenie interferometryczne wydaje się być bardziej gwałtowne, przenikliwe i niszczące. Jakby nie było, sprzężenie rezonansowe można by próbować porównywać do skrzyżowania na odległość.

W kilka lat po opisanych wydarzeniach zostałem po raz pierwszy zaimplantowany i na tym muszą skończyć się próby dociekań nad istotnymi elementami technologii. Wiele namierzania, wielu kontrolerów powoduje bałagan pojęciowy, w którym nie można się połapać. Wystąpiły wtedy po raz pierwszy elementy, które mógłbym nazwać bioelektroniką, a te są obce memu systemowi rozeznania.

Od dawna wiedziałem, że jestem sprzęgany z ciałem umarłego. Od pewnego czasu wiele sygnałów reprezentuje przedmioty i efekty technologicznej działalności, górujące nade mną energetycznie. Sugeruje to, że jestem wpuszczany w wielostronnie zaangażowany obieg, gdzie oprócz wszystkiego innego, poszukuje się metod reanimacji i skonstruowania narzędzia dla tego celu. Możliwości takich prac mogą wystąpić tylko wtedy, gdy technologia jest w stanie transportować to, co mogę tylko nazwać energią życiową.

Sama pamięć o wydarzeniach to za mało, aby domyślać się nowoczesnych metod kontroli. Byłem od dziecka przygotowywany, aby nie potrafić o tym myśleć. Ale przynajmniej wiem, że polegają one na tym, co nazywam sprzężeniem rezonansowym 

Historia Ostatnich Piętnastu Lat

Rok 1997 był dla mnie czasem nadziei i godności. Miałem poczucie swego rodzaju sprawiedliwego dokonania. Proszę wyobrazić sobie człowieka, który pewnego dnia budzi się w innym świecie, na innej półkuli, pośród ludzi mówiących innym językiem, w stanie ciężkiej choroby psychicznej. Poprzez wrażenia ogromnego wstydu i winy dociera przeczucie, że coś jest nie tak. Poczucia wstydu i upokorzenia nakazują szukać przyczyny choroby. Mija kilka lat zanim zaczynam zupełnie poważnie rozpatrywać możliwość istnienia kontroli umysłu. Mija siedem lat zanim żywię udokumentowane przekonanie, że kontrola umysłu jest faktem autentycznym i że nie tylko mnie to spotkało. Dopiero po ponad szesnastu latach, w roku 1997, spotykam na Internecie ludzi, którzy mają takie same problemy. Osobiste doświadczenia i dopływ wiadomości zaczynają się wzajemnie uzupełniać i powstaje całościowy obraz sytuacji. Rozumie wtedy bez ograniczeń, że to nie choroba psychiczna, że nie powinienem się wstydzić za te wielkie kłopoty wyrządzone człowiekowi, którym jestem. Ktoś inny jest temu winny. Odkrywają się pokłady świadomości, które znałem cały ten czas, ale które nigdy nie docierały do mnie na tyle, by być brane pod uwagę. Czuję się bardziej rozumny. Naiwnie, miałem wtedy nadzieję, że ponieważ sprawy stały się znane, to nie będę już tak krzywdzony, że może będzie mi dane spokojnie, normalnie pożyć. Miałem się po trosze za weterana wydarzeń i liczyłem, że z wiekiem będę traktowany lepiej.

Chciałem wtedy zacząć me starania o lepsze życie od podstaw i postanowiłem studiować. Wiedziałem, że po wielokrotnym praniu mózgu moje szanse są niewielkie, szczególnie z powodu kłopotów braku pamięci. Czułem się w miarę inteligentny, ale rozkojarzenia i ogólny brak pamięci powodowały, że perspektywy zdobycia wykształcenia nie wyglądały zbyt obiecująco. Wybrałem technologię informacji, gdyż spędzałem wiele czasu z komputerem i wiedziałem, że robiąc często rzeczy podobne będzie mi łatwiej je zapamiętać. Postanowiłem zacząć od najmniejszego stopnia trudności i dopiero po jego zaliczeniu decydować, co robić dalej. Okazało się, że chwilowo był to jeden z najlepszych okresów mojego życia. Na początku było łatwo i przyjemnie. Kurs na świadectwo był zajmujący, ponieważ poznawałem rzeczy, które mnie pasjonowały. Miałem poczucie pożytecznie spędzonego czasu. Tolerancja kontroli umysłu przychodziła mi w miarę łatwo. Miałem już spore doświadczenie i posiadałem zrozumienie tego, co się ze mną dzieje. Kontakt z ludźmi był ożywczy. Świadectwa przyszły łatwo. Przysłowiowy spacer po parku. Kiedy z biegu postanowiłem zrobić dyplom, moim kontrolerom me szkolenie chyba się trochę znudziło, zaczęło robić się ciężej.

Być może to nie tak, że moi kontrolerzy znudzili się pozwalaniem na mój relatywny spokój i w miarę stabilniejszy tryb życia. Mijał okres dezorientacji spowodowanej upadkiem Związku Radzieckiego. Kontrolerzy połapali się i zaczęli egzekwować nowe plany. Dopiero potem okazało się, że nazywa się to Nowy Światowy Porządek. Podczas kiedy wymagania studiowania stawały się coraz większe, moje predyspozycje zaczęły się systematycznie zmniejszać. Ataki wzrosły na sile i pod względem częstotliwości. Było mi coraz ciężej z tym sobie poradzić, ale też stałem się uparty. Zachodziło pytanie, czy w związku z tą nową sytuacją będę kiedykolwiek w stanie mieć pożytek z wykształcenia? Wiedziałem, że w tych nowych warunkach nie da się normalnie żyć ani pracować. Zdecydowałem, że bez względu na perspektywy zatrudnienia w przyszłości, chcę zdobyć dyplom.

Następował nowy etap akcji, pojawiły się inne reguły gry. Jak zwykle, atak kontrolerów następował z wielu stron. Pewnego dnia jedząc potrawę, przygotowaną przez narzeczoną mojego brata, poczułem mocny ból zębów. Tak, jakby coś się w zęby zassało. Myślałem, że to szok spowodowany niską temperaturą jedzenia. Po latach zrozumiałem, że w ten sposób zostałem zaimplantowany nowym rodzajem implantu – nanoimplantami. Wydarzenie było wielce spektakularne i czasami zastanawiałem się, czy nie była to inscenizacja dla zakrycia innego zaimplantowania, lub kilku? Do dzisiaj tego nie wiem. Wkrótce potem zaczęły się kłopoty z zębami. Odczuwałem trzaski na zębach. Z czasem rozumiałem, że była to zabawa polegająca na oddziaływaniu ultradźwięków na mój kamień nazębny. Zdarzyły się zjawiska do tamtej pory niespotykane. Odczuwałem czasami uderzenia falą ultradźwiękową biegnące od podstawy zęba do góry. Efekt kojarzył mi się z pracą pompki ultradźwiękowej, która przeczyszcza cylindry w silniku samochodu wyścigowego. Takich dokładnych działań nigdy do tamtej pory nie było. Te zęby, które zostały zaatakowane, zaczęły się chwiać i z czasem wypadły. Był przełom tysiąclecia. Dla mnie zaczęła się epoka nanoimplantów.

Liczba kłopotów rosła w miarę upływu czasu. Doznałem poważnego schorzenia kręgosłupa. Po prostu, pewnego dnia zaczęło boleć, kiedy usiadłem na krześle. Ból był paskudny. Wywodził się znikąd. Wędrował wzdłuż kręgosłupa w górę. Było to zapowiedzią wielkich kłopotów. Kiedy zdecydowałem się poprosić o poradę lekarza, dowiedziałem się, że cierpię na zmiany degeneracyjne kręgosłupa, że powinienem o to dbać. Tak jak na wiele schorzeń spowodowanych przez mych kontrolerów, nie było na to lekarstwa.

Stopniowo moje studiowanie zamieniło się w pole bitwy. Największa batalia wydarzyła się przy okazji zaliczania kursu TCP-IP. Opasła książka, dużo materiału do zapamiętania, bardzo wymagający profesor. To zupełnie nie pasowało do mej metody typu – robię to często, więc pamiętam. Do tego dużo określeń, których do tamtej pory nigdy nie używałem. Nie znam angielskiego w sposób naturalny. Musiałem uczyć się nowych określeń i treści kursu z tymi niewielkimi zdolnościami zapamiętywania, jakie posiadałem. Właśnie wtedy kontrolerzy zastosowali zupełnie nową metodę. W odczuciu mych włosów na głowie zamieścił się i rozpoczął zabawę osobowy sygnał pewnego członka odległej rodziny. To bardzo mi przeszkadzało. Nie wiedziałem, jak w takiej sytuacji poradzić sobie z kursem, którego treść musiałem nauczyć się na pamięć. Brałem książkę, po czym po przeczytaniu każdego rozdziału powtarzałem to na głos. W przeciwnym razie nic by do mnie nie docierało. Idiotyczny głos wewnętrzny dogadywał mi przy tej okazji, zamieniał słowa i ich znaczenie. Wszystko to z pozycji włosów na głowie, tak jakby włosy były ważniejsze niż mój rozum. Myślę, że trudno przedstawić bardziej wyraźny przykład studiowania podczas okupacji psychotronicznej. Trwało to przez parę tygodni i było wielce ogłupiające i wyczerpujące.

Nagrodą za ten wysiłek była jedna z niewielu chwil, kiedy poczułem się z siebie dumny i naprawdę wygrany. Test zdany na sporo ponad dziewięćdziesiąt procent. Ostatnia duża przeszkoda na drodze do dyplomu pokonana. Musiałem się jeszcze dużo namęczyć dochodzeniem do college-u. Kręgosłup bolał mnie piekielnie. Byłem roztrzęsiony i bardzo zwracałem uwagę na to, aby nikt z przechodzących mnie nie potrącił, gdyż takie wypadki były niezmiernie bolesne. Jakkolwiek, była to już kwestia wysiłku tylko fizycznego, a nie umysłowego. Po kilku latach przyszło mi zrozumieć, że za to chwilowe zwycięstwo musiałem zapłacić dużą cenę. W wielu wypadkach sterowanie polega na użyciu zdolności sterowanego – wzmocnionych i odpowiednio przystosowanych – przeciwko niemu samemu. Za bardzo się wtedy odsłoniłem. Poprzez to moi kontrolerzy uzyskali nowe pole pracy – na granicy mych możliwości umysłowych.

W wielkim bólu, opętany szaleństwem sterowania, nawet nie myślałem o poszukaniu sobie pracy w nowym zawodzie. Ponieważ otrzymałem dyplom z wyróżnieniem, college zaproponował mi pracę przy sprzedaży instalacji sieci komputerowych. Trochę o tym myślałem. Kilka lat przed tym mógłbym o takiej pracy tylko marzyć. Interesujące zajęcie, kontakty, spore pieniądze – niestety byłem zbyt obolały, zbyt spętany umysłowo i mentalnie, pod zbyt dużym atakiem psychotronicznym, więc w ogóle na tą propozycję pracy nie dałem odpowiedzi. Lizałem rany i czekałem na lepsze czasy, kiedy nadszedł dla mnie czas podróży.

Wyspa Bali to bardzo popularne miejsce wczasów dla mieszkańców Zachodniej Australii. Lot z Perth do Denpasar trwa zaledwie trzy i pół godziny. Stać na to nawet niezamożnych. Słyszałem opowieści o tym, że całe rodziny wstrzymywały się z zakupami odzieży przez jakiś czas, aby zrobić wszystkie zakupy w Bali – mając przy tym wczasy za darmo. Mnie długo to się nie podobało. Wyobraźnię pobudzała perspektywa podróży do Europy. Jak wczasy, to miały być wystawne, albo wcale, – nie za drobne wyskrobane ze skarbonki. Jakkolwiek, za sprawą ogłoszenia w gazecie reklamującego maksymalną zniżkę na lot w „ostatniej minucie” złakomiłem się i postanowiłem spędzić kilka dni w Bali. Trochę zamartwiałem się, co się stanie za granicą, jeżeli pogorszy się nagle sytuacja z moim kręgosłupem? Doszedłem do wniosku, że w razie takiego kłopotu, po prostu posiedzę w hotelu i wrócę z powrotem. Po ponad dwóch latach choroby miałem już sporo doświadczenia – jak radzić sobie z bólem. Myślałem, że raczej nie utknę gdzieś unieruchomiony. Na Internecie znalazłem sporo informacji, czego się w Bali spodziewać i po kilku dniach wyruszyłem w nieznane.

Kiedy zajmowałem miejsce w samolocie, siadałem powoli z wyprostowanymi plecami, uważając, aby nic ich nie uraziło. Miałem kilka chwiejących się zębów po atakach ultradźwiękowych. Tego samego dnia, wieczorem, chodziłem po uliczkach Kuty swobodnie, bez bólu, jakbym nigdy nie chorował. Czułem się dobrze bez nawału trzasków głowie, a po króciutkim czasie chore zęby przestały się chwiać. Przyszło mi zrozumieć, że moim kontrolerom w Australii było dozwolone o wiele więcej niż za granicą. Nie było tak, żebym nie był pod atakiem psychotronicznym, ale z moim doświadczeniem było to jak zabawa. Czułem się osobny i wolny. Zawsze będę ten pierwszy wyjazd pamiętał, jako pierwszy powiew wolności po dekadach oczywistej niewoli. Do tej pory pamiętam wiatr poruszający leciutko szczyty wysokich palm, refleksje słońca na liściach – a powyżej duże, kolorowe latawce. Ten widok łączył się z wrażeniem swobody. Powróciłem do Perth podbudowany psychicznie. Po raz pierwszy od dawna czułem się pewien siebie. Podreperowało się moje zdrowie. Przede wszystkim, powróciłem z o wiele szerszym spojrzeniem na świat. Oczywiście, wkrótce chciałem lecieć do Bali ponownie i po trzech tygodniach byłem tam raz jeszcze, tym razem na dłużej.

Od tamtego czasu, przez parę lat, wylatywałem za granicę tak często, jak tylko mogłem. Po to, aby podreperować zdrowie psychiczne i fizyczne, aby powracać do siebie samego. To było niemal nie do uwierzenia. Wylatuję cierpiąc na ciężką paradentozę, spuchnięty na twarzy, na mych dziąsłach ogromne pęcherze infekcji. Po tygodniu wracam bez bólu, z wyschniętymi dziąsłami – bez żadnych leków, ale po sporych dawkach urlopowego alkoholu. Było tak przez dwa lata – kłopoty w Australii i osobista odbudowa za granicą. Z czasem sytuacja na wyjeździe pogarszała się. Moi kontrolerzy powoli znajdowali lepsze wejścia i kontakty, ale było to stanowczo za mało, abym poczuł się ponownie zniszczony. Doznałem wielu bardzo pozytywnych wrażeń, których nie sposób tutaj opisać. To, co najważniejsze – poznałem różnicę pomiędzy bytem pod dyktaturą technologiczną, a chwilami większej wolności. Również to, że z perspektywy świata bardziej wolnego, jest on piękny i wart każdego wysiłku by dbać o jego wolność. Czułem, że kocham taki wolny świat. Że w poczuciu tej miłości jest miejsce dla mnie we wolnym świecie. Więc, czyniłem na swój sposób wysiłki, aby walczyć, o jakość mojego świata. Pozwalałem sobie wobec mych kontrolerów na wiele, byłem aktywnym buntownikiem. Trwało to wszystko niemal dwa lata. Do czasu, kiedy w kwietniu 2004 roku zostałem finalnie złapany.

Tą część relacji powinienem zacząć od tego, że do 2004 roku istniały poważne różnice pomiędzy technologiami wschodnimi i zachodnimi. Nawet nie wiedząc jeszcze o tym, że jestem sterowany, zauważyłem, że pewne pokłady mej świadomości zniknęły zupełnie tuż po przybyciu do Australii w 1981 roku. To, dlatego, że pewne metody wschodnie nie były wtedy w Australii używane. Metody zachodnie polegały na sprzężeniu pól o takim samym rezonansie, podczas kiedy metody wschodnie posługiwały się technologią interferometrii, czyli krzyżowania fal.

Kiedy zorientowałem się, że jestem sterowany, w mej pamięci pojawiały się wspomnienia, których interpretacji poprzednio nie znałem. Nastąpił wtedy okres mego żalu, niechęci, a w końcu otwartej nienawiści do ówczesnego Związku Radzieckiego. Moje powody to takie, że jako dziecko zostałem namierzony w sferze rosyjskich wpływów, że zostałem przez Rosjan spreparowany i wysłany na Zachód, aby tutaj robili mną swoje interesy. To nie takie głupie, jeżeli wziąć pod uwagę, że na Zachodzie zawsze byli ludzie bardzo łakomi na rosyjskie technologie. Dalsza część motywacji to taka, że na emigracji było już za późno. Coś mi tłumaczyło, że muszę cierpieć ogromne nieprzyjemności, bo inaczej nie da się rozwiązać problemów wynikających z walki wywiadów. Co prawda pamiętałem o Watykanie, ale to mieli być ci, którzy dbali o dobro człowieka, porządek technologiczny. W tamtych czasach, na miarę środowiska technologicznego, w jakim się znajdowałem, Watykan był postrzegany, jako siła z ogromnym autorytetem, swego rodzaju moralny sędzia rozstrzygający problemy. Dopiero, począwszy od roku 1992 nie chciałem mieć nic wspólnego z Watykanem.

Przez wiele lat z czystym sumieniem i w pełnym przekonaniu słuszności mego nastawienia zwalczałem Rosjan, a środowisku to się podobało. Spodziewałbym się wszystkiego, ale nie tego, że w kwietniu 2004 roku, w Zachodniej Australii zjawią się Rosjanie z zupełnie nową bronią i na jawie będą mnie robili rzeczy, których się ludziom nie robi. Zupełny zwrot nastawienia środowiska, nowe reguły gry. Broń była bardzo silna. Po latach zrozumiałem, że mogło to tylko być rosyjskie działko skalarne, używane między innymi do kontroli pogody. Znalazłem informacje, z których wynika, że Rosjanie byli wtedy po serii osiągnięć technologicznych. Ich technologia pozostawała w zasadzie taka sama. Osiągnięcia polegały na znacznym zmniejszeniu rozmiaru i zwiększeniu dokładności działania sprzętu. Dokonali ich przy współpracy z japońską Jakuzą.

O ile w początkach lat osiemdziesiątych miałem do czynienia z technologią skalarną w warunkach laboratorium, to w 2004 roku odbyło się to w środku wielkiego miasta, w środowisku normalnie żyjących ludzi. Celem działka interferometrycznego było mieszkanie, w którym się znajdowałem.

Do tamtej pory, dla celów obronnych, byłem nauczony nawigacji pomiędzy kontrolerami reprezentującymi interesy różnych sił. Nagle, straciłem te możliwości. Zupełnie nie spodziewałem się, że w pewnym momencie wszyscy wystąpią wspólnym frontem przeciwko mnie. Nawet mnie chyba chwilowo spreparowano, abym czuł się duży, silny i pewien siebie. Po czym nastąpił atak.

Na miesiąc czasu przeniesiono mnie w inny stan świadomości. Tak jakby sen, ale na jawie i bez możliwości używania wielu funkcji umysłowych, które nie są aktywne podczas snu. Odbyło się wielkie przedstawienie. Jeden rodzaj sygnałów przedstawiał osoby ludzi z ich personalną atmosferą. Drugi rodzaj to sygnały typu rzeczowego, przedstawiające przedmioty i działania technologiczne.

Spektakl miał charakter wyraźnie religijny, a obydwa rodzaje sygnałów były niedorzeczne do stopnia powodującego niemożliwość ich dokładniejszego opisu. Gdyby były to tylko sygnały osobowe na poziomie dotychczasowej technologii, to zapewne radziłbym sobie nieźle i być może, to ja miałbym niezła zabawę kpiąc z poziomu mych kontrolerów. W tym wypadku sygnały bazowały na technologii, jakiej nie znałem – silnej i bardzo przenikliwej. Wiele z tych sygnałów reprezentowało przedmioty energetycznie silniejsze ode mnie. Nie mogłem znaleźć odpowiedniej relacji mojej osoby do tego zjawiska. Nie potrafiłem siebie od nich oddzielić. Myślę, że celowo zorganizowano taki groteskowy i wyjątkowo bzdurny charakter przedstawienia, aby dowieść, że przy pomocy tej technologii człowiek jest zmuszony zaakceptować wszystko, co mu się zaserwuje.

Osobowa obsada przedstawienia również nie do uwierzenia – Trójka tajemniczych i nierozróżnialnych kosmitów, dwa rodzaje Islamskiego Boga, niewidzialna, ale osobowa Matka Boska, grupa wybitnych osobistości politycznych i religijnych, znany australijski miliarder. Jako zbiorowe narodowości: Australijczycy, Polacy, Czesi, Włosi, Niemcy, Anglicy, Amerykanie i Żydzi. Jeśli dodać do tego wizję Trójcy Świętej z namierzonym białym ciałem w środku i potrójną sprężynę rozpychającą pustą głowę mumii Lenina, to dodatek całych grup znanych i nieznanych mi kontrolerów nie robi już większego wrażenia. Rozumiałem, że koszty przedstawienia ponosił znany australijski, obecnie amerykański miliarder. Nie potrafiłem jednak dojść do tego, czy był on kontraktowcem wywiadu watykańskiego, czy też żydowskiego?

Pominę tematykę przedstawień, bo zapewne to jest nie do przetrawienia, jak można się czuć z głową, na której ktoś coś rysuje, lub z wrażeniem składania nowej czaszki. Z wizją czubków pomp olejowych, których wahadłowy ruch stopniowo zaciera wrażenie obecności mojego umysłu. Czy też z Żydami poszukującymi pomiędzy sprężynami w głowie Lenina – której przy tej okazji nie można było odróżnić od głowy pewnego wybitnego przywódcy religijnego – czy tam przypadkiem nie zostało coś do nich należącego? Efektów takiego typu było dotkliwie dużo.

Można oszaleć tylko za sprawą obsady i tematyki przedstawienia, ale nie to było najgorsze. Przedstawienie używało metody wyraźnego, silnego i precyzyjnego wrażenia ruchu przedmiotów. Miałem wrażenia ruchów przedmiotów poprzez odczucie mego umysłu i ciała. Powiedziano mi, że w technologii nastąpił przełom. Myślałem, że ten przełom polegał nie tylko na wyjściu silnej technologii z laboratorium, ale również na osiągnięciu większych możliwości transmisji fali mechanicznej poprzez sprzężenie rezonansowe.

Sygnał pewnej postaci, której zasada brzmiała „zdrada to chwała” i która obecnie podaje się za awatara ośmiornicy, (wiem, mnie też kołuje się od tego w głowie) stwierdził, że przedstawienie jest przeglądem. Rozumiałem, że to rewia możliwości technologicznych jakiegoś wywiadu. Ten wywiad posługiwał się możliwościami technologii wschodnich i zachodnich, odpowiednikami polityki i religii.

Cała ta dziwaczna i bardzo silna bzdura trwała około miesiąca. Byłem tym bardzo wycieńczony i wiedziałem, że w takich warunkach nie będę już długo żył. Nadzieję wzbudził we mnie sygnał donoszący, że nie ma już pieniędzy. Rzeczywiście, atak zaczął się stopniowo osłabiać. Kontrolerzy próbowali jeszcze ukazać, że bierze w tym udział wywiad chiński, ale rozumiałem, że im to się nie udało.

Doświadczyłem wielu przedstawień, czasem długotrwałych, zawierających czasami efekty na pograniczach cudu, ale to było bezsprzecznie największe z nich wszystkich. Wszystko to po prostu wydawało się bez sensu i bez celu. Od długiego czasu bywałem wtedy dumny z tego, że wiedziałem, co i dla jakiego celu się ze mną dzieje, a tu wystąpiły rzeczy niewytłumaczalne. Chociaż z czasem i to zrozumiałem, to od kwietnia 2004 roku moje życie było już odmienne. Nigdy do końca nie wydobrzałem, byłem słabszy i bardziej bezradny. Wizualny sygnał kontrolera powiedział mi, że jeszcze raz i będzie po mnie, czyli musiały dziać się rzeczy na pograniczu możliwości ludzkiej tolerancji technologii.

Zrozumiałem z czasem, że jakiś wywiad dokonał modernizacji, być może wymiany sprzętu. Być może zainstalowano pełną obsługę nanoimplantów. Wymagało to wielu dociekań, aby zrozumieć, że Rosjanie pracowali w Perth dla kontroli modernizacji – dopilnowania umieszczenia sprzętu w środowisku rosyjskich broni skalarnych. W skrócie, kontrola umysłu została podpięta pod kontrolę pogody. Uważałem, że działalność rosyjskich broni na terenie Australii byłaby aktem wojny, gdyby nie zgodzili się na to wszyscy. Gorzkim widokiem była dla mnie relacja z majowej parady zwycięstwa w Moskwie, w maju 2004 roku. Widok przywódców europejskich i amerykańskich w ramionach Putina uświadomił mi bezsprzecznie, że świat się zmienił, tylko, że dla mnie jest w tym świecie jeszcze gorsze miejsce.

Wiem, że Zachodnia Australia bywała poligonem broni bezpośredniej energii, ale nigdy w centrum miasta i chyba nigdy do takiego stopnia. Po dwóch miesiącach udało mi się jeszcze raz polecieć do Bali, ale tym razem byłem zbyt wyniszczony i niewiele mi to pomogło. Coś mi ukazało, że metody, których właśnie doświadczyłem są tam dostępne, ale się ich w taki sposób tam nie używa.

Zapewne przykrości zdarzyły się na większą skalę. Osobiście, zwróciłem uwagę na kilka niecodziennych wydarzeń z tamtego okresu. Papież z Polski umarł dokładnie w rok po tych wydarzeniach. Przez jakiś czas potem Australia pozostawała bez ambasadora USA, a w styczniu 2006 roku Jeff Gallop zrezygnował z funkcji premiera Zachodniej Australii z powodu choroby psychicznej. Nie wiadomo, co wydarzyło się w świecie, za kulisami wydarzeń. Osobiście, odpowiada mi najbardziej wersja, według której wywiad następnego papieża przejął inicjatywę już w rok przed odejściem Polaka. Między innymi sugerowałoby taką możliwość użycie sygnałów amplifikowanych – rozumiałem, że to niemiecka specjalność – oraz duża ilość sygnałów w atmosferze niemieckości. Jednakże, nie potrafiłbym tego udowodnić.

Od tamtego czasu żyłem pod wpływem silnej technologii, która pozostawała w środowisku broni rosyjskiej. Potem było to widoczne już w mniejszym stopniu i wiązało się z doraźnymi zakupami mych kontrolerów. Byłem traktowany bardziej, jako przedmiot, niż jako człowiek. Skończyły się moje sny o wolności. Zaczął się okres „wegetacji”.

Monotonne i stracone lata – prowadziłem życie z dnia na dzień, bez planów, bez celów. Nie wiedziałem, co się dzieje. To była destrukcja wszystkiego, co uważałem za wartościowe. Życie pod niemiłosierną okupacją. Moi kontrolerzy traktowali mnie gniewnie i bezpardonowo. Jeśli tylko podniosłem się próbując odbudowy, to dostawałem po głowie. Miałem mało miejsca dla siebie. Pamiętam czarny dowcip – „żyję po to, abym mógł czuć, że mnie nie ma”. Bezmyślne oglądanie filmów, spacer, jedzenie, doza nieprzyjemności przed snem, codziennie to samo. Mówią, że człowiek bity po głowie głupieje, a ja doświadczyłem, że to jest prawda. Traci się stopniowo ambicję, poczucie wszelkiej miłości, szacunek dla siebie i innych, staje się drętwym głupcem.

W międzyczasie, pod koniec 2006 roku miałem kolejne kłopoty z kręgosłupem. Tym razem była to zupełnie otwarta działalność kontrolerów – bez pozorów choroby. Toczyła się pod hasłem, z którym zapoznali mnie po kilku tygodniach działalności. Hasło brzmiało: „małe radyjko i wyjko”. Rzeczywiście, sporo wyłem z bólu. Nazywałem to gumowym kręgosłupem, gdyż zupełnie straciłem kontrolę i nie potrafiłem utrzymać go w odpowiedniej pozycji. Pełzałem po podłodze, a kiedy co jakiś czas musiałem wyjść do sklepu, to były wielkie przeżycia. Raz jeszcze miało to charakter religijny. Pamiętam, jak w pewnym momencie utknąłem na kolanach, nie mogąc się ruszyć w żadną stronę. Sygnał jakiejś nieznanej kontrolerki powiedział dowcipnie, że nareszcie jestem na kolanach. Odpowiedziałem, że będę klęczał, jak będzie, przed kim. Zrobiono ze mnie wielkiego wroga religii. Chyba po to, abym takim naprawdę został. Tyle, że to łatwo deklarować kogoś za swego wroga, kiedy wróg jest na kolanach i nie może się podnieść. Nie czułem się wtedy wrogiem religii. Poczułem się zdradzony. Trwało to do miesiąca czasu, po czym zacząłem stopniowo zdrowieć. Była to usługa na zamówienie, wykonana przez wyspecjalizowanego kontraktora. Tym razem nie było mi dane dowiedzieć się, kto poniósł jej koszty?

Trochę potem, popadłem w naturalną depresję z powodu choroby mojej matki. Lekarze stwierdzili raka piersi wtedy, gdy guz był już bardzo duży. Operacja, naświetlenia, chemia – moja matka odchodziła powoli w wielkim cierpieniu. To było szokujące, że zrozumiałem znaczenie pewnych wcześniejszych sygnałów, które nawiązywały do choroby matki, zanim stało się o tym wiadomo. Kontrolerzy traktowali to lekko i dowcipnie. Pewnego dnia kontroler oznajmił mi, że od dnia następnego stan zdrowia mojej matki bardzo się pogorszy. Rzeczywiście, tak się stało i już nigdy się nie polepszyło. Trudno nie popaść w depresję w takiej sytuacji.  Kiedyś, to ja żywiłem żal, że rodzice nie upilnowali mnie, kiedy za lat dziecinnych zostałem porwany przez kontrolerów. Tym razem to ja czułem się winny. Ktoś udowadniał mi, że zamęcza moją matkę, a ja nie potrafiłem temu zaradzić. Chciałoby się od tego uciekać, nic o tym nie wiedzieć. Teraz wiem, jak to się dzieje, kiedy ludzie z powodu urazów psychicznych tracą pamięć o wydarzeniach. Moja matka umarła w okolicznościach bardzo kontrowersyjnych. Okazało się, że długi czas przed wykryciem guza rutynowy test wykrył zmiany rakowe na piersi. Nie wiem, dlaczego nie podjęła leczenia? Nie wiem, dlaczego jej od razu nie leczono? To wszystko wygląda na morderstwo z premedytacją. Kiedy umarła, głos kontrolera powiedział – No, nareszcie umarła stara k….!!! Jeszcze raz chciałoby się uciekać i tego nie słyszeć. Ale pozostaje nieuniknione pytanie, – kto wydał na świat tą antyludzką kurtyzanę, która ten sygnał zarządziła?

W krótki czas potem, wyruszyłem na wycieczkę do Kambodży. Tym razem zajęło to około dwa tygodnie, aby dojść do siebie. Już nie za wiele, zbyt wiele kłopotów i technologicznej udręki. Sporo zamętu i trzaski, ale gdy kontrolerzy zaczęli przystępować do bicia po głowie, to ich chyba powstrzymano, gdyż się z tego wycofali. Raz jeszcze okazało się, że w innych krajach nie robi się tego, co można w Australii. Lekkie odświeżenie nie wystarczyło na długo. Po powrocie doświadczyłem jeszcze intensywniejszego ataku.

W 2009 roku postanowiłem przenieść się w inny rejon Australii. Byłem ciekawy, czy tam będzie mi lepiej? Niestety spotkała mnie podobna sytuacja. Tyle, że sygnały stają się coraz bardziej anonimowe. Miałem trochę rozrywki z poznawaniem nowego środowiska. To potrafiło chwilowo odwracać mą uwagę od wrażeń powodowanych technologicznie. Ale też często znajdowałem się w określonej już poprzednio sytuacji typu – żyję po to, abym czuł, że mnie nie ma.

Jestem w bardzo niefortunnej sytuacji. Kontrolerzy uzyskali dokładny i silny dostęp do bardzo dużych obszarów mego ciała i umysłu za sprawą nanoimplantów. Silny namiar potrafi zrobić na mnie istne fajerwerki przy użyciu implantów z dawnych lat. Nie ma perspektyw, aby to się mogło zmienić na lepsze.

Zacząłem się ponownie buntować około dwóch lat temu. Może siła sygnałów osłabła, a może po prostu przyzwyczaiłem się do tej nieludzkiej sytuacji i znalazłem więcej miejsca dla siebie samego? Bunt polega na niepozostawianiu szkodliwych sygnałów bez odpowiedzi. Nie do uwierzenia, ale to ma wyraźne skutki. Jak na razie pomogło mi to w częściowym odzyskaniu poczucia godnej osobowości.

To, co opisałem, to bardzo fragmentaryczny opis wydarzeń ostatnich piętnastu lat. Bardzo wiele pominąłem, nie sposób przedstawić wszystkich przeżyć w sterowanym świecie. Mogłem pozwolić sobie tylko na opis spraw, które da się przedstawić znanymi określeniami. Na wiele objawów nieludzkiej technologii nie ma jeszcze słów. Główny zarys wydarzeń może być pomocny w zrozumieniu – skąd wywodzą się moje opinie dotyczące kontroli umysłu. 

Środowisko Sterowanego

Dla ludzi, takich jak ja, środowisko ma dwa główne wymiary. Jeden wymiar to świat zewnętrzny. Muszę w tym wymiarze, na ile mogę, prowadzić normalne życie, dostosowywać się do ogólnie przyjętych zasad. Drugi wymiar, to świat niewidzialny – opanowany przez kontrolerów. W tym wymiarze muszę się bronić, chociaż częściej przychodzi tylko wytrzymywać niedogodności mej sytuacji. Na pograniczu tych światów znajduję się ja, sterowany, wraz z tymi dobrami osobistymi, jakie mi jeszcze pozostały. Kontrolerzy pracują nad kontrolą nie tylko mojej osoby, ale również nad kontrolą relacji mojej osoby do wszechświata.  Świat zewnętrzny nie wie, albo nie chce o nich wiedzieć. Dlatego relacja pomiędzy kontrolerami, a moim światem zewnętrznym, jest tylko jednostronna. To właśnie brak wzajemności tej relacji stwarza warunki, w których kontrolerzy mogą ukrywać się i pozostawać bezkarni. Moje środowisko jest z tego powodu bez balansu. Istnieje ogromna luka relacji. W tym położeniu przebywam najczęściej. Muszę tutaj, czy tego sobie życzę czy nie, pracować na wiele, czasami niewyrażalnych, sposobów nad nadrabianiem braków balansu środowiska, w którym się znajduję.

Ludzie wokół mnie nie wiedzą o kontroli umysłu. W moim obecnym środowisku ludzie nie wiedzą, kim naprawdę jestem, co przeżywam i co dzieje się za maską uśmiechu i przesadnej grzeczności bezzębnego faceta, z którym mają do czynienia. Staram się tego świata nie psuć, pragnę go celebrować. Pomimo różnych niegodziwości świata zewnętrznego, to zasady ludzkiego współżycia, zalety organizacyjne i duch ludzkiej wspólnoty są dla mnie oparciem. Tyle zła, tyle wojen, a świat zewnętrzny ciągle wydaje się być niewinnym w porównaniu ze światem kontrolerów. Od długiego już czasu świat sterowania to taki, w którym wszystko załatwiane jest poprzez w pierwszym rzędzie zdradę, wojnę, zło i niegodziwość. Wielkim niepokojem napawa mnie świadomość tego, że wiele zasad świata kontrolerów odzwierciedla się z czasem w świecie zewnętrznym i czyni go gorszym.

Te dwa światy mogą się krzyżować. Spotkałem ludzi, którzy podawali się za przyjaciół, a okazali się być z czasem świadomymi żołnierzami obcej sprawy. To była zauważalna obecność świata kontrolerów w świecie zewnętrznym. Czasami, dla celów protekcji świata zewnętrznego, to mnie udawało się zdobyć na nieugiętą postawę, do której kontrolerzy musieli się dostosować. Nawet sterowany może mieć czasami coś do powiedzenia. W tym wypadku kondycje ze świata zewnętrznego wpływały na świat kontrolerów.

To, co przestawiłem, to podstawy rozpoznania środowiska, w jakim się znajduję. Stąd zaczyna się relacja do wszystkiego innego. Tutaj zachodzą osobiste skutki wszystkich wydarzeń.

Na miarę mego doświadczenia, sterowani nie tworzą żadnego zbiorowego środowiska. Nawet wirtualne środowisko internetowe nie jest już tak zauważalne, jak bywało to lata temu. Dekady temu marzyłem o poznaniu ludzi w podobnej sytuacji. Jakby to było dobrze, gdybyśmy się zebrali i wspólnymi siłami mogli zaradzić niegodziwościom sterowania? Kiedy miałem już kontakt z takimi ludźmi, to idee wspólnej działalności raczej się nie spełniały. Wyszły zależności, o których do tamtego czasu nie było wiadomo. Przedstawię to poprzez opis kilku przypadków, jakie mnie spotkały.

Sterowany widzi poprzez inną osobę sterowaną jej kontrolerów. To napawa nieufnością. Pewnego dnia odwiedziła mnie pewna kobieta, która podawała się za ofiarę kontroli umysłu. Sporo się mnie wypytywała, ale nie mówiła za wiele o sobie. Pytała przede wszystkim, gdzie mogłaby wyjechać, by uciec przed prześladowaniem.  Nie potrafiłem znaleźć z nią wspólnego języka i nie potrafiłem jej zaufać.  Według mojego rozeznania, osoba prześladowana powinna była zachowywać się inaczej. Miałem wrażenie, że kobieta jest nieświadomym, lub nawet świadomym narzędziem gry wywiadowczej. Kiedy następnym razem zobaczyłem ją na ulicy, uciekłem od niej. Dopadła mnie w sklepie. Naprawdę nie pamiętam, jakie dokładnie miała pretensje. Chyba chodziło jej o to, że podaję się za ofiarę, a nie robię nic pożytecznego.  Nie potrafiłem tej osobie zaufać i nie chciałem z nią rozmawiać. Każdy sterowany wie, jak trzeba pilnować przestrzeni osobistej. Miałem wrażenie, że ta kobieta próbowała wejść w moją przestrzeń osobistą w czyichś brudnych butach.

Sterowani są używani dla celów propagandy i dezinformacji. Pewnego dnia poznałem W.G – miłą kobietę, wobec której nie mogłem mieć żadnych wątpliwości – to była osoba autentycznie prześladowana. Rozmawialiśmy trochę, prowadzili korespondencję. Byłem w stanie rozpoznać, co reprezentują jej kontrolerzy. Żałowałem, że ma ogromne kłopoty. W.G pozostawała w całkowitym przekonaniu, że przyczyną całego zła jest HAARP. Trochę to mi się nie podobało. Wiedziałem, co można było zrobić z człowiekiem za sprawą małego nadajnika radiowego już w latach sześćdziesiątych. HAARP może być przydatny dla celów militarnych, ale nie potrzeba aż takiego radaru, aby wpędzać w kłopoty poszczególne osoby. Jakkolwiek, byłem skłonny te opinie tolerować, gdyby nie kilka za wiele oświadczeń typu, – ale mówię ci, że to na pewno jest HAARP. To już nie chodziło o to, że rozpoznawałem jej przypadek inaczej. To nie było aż tak ważne. Czułem, że jeżeli będę tą natarczywość opinii W.G pomijał milczeniem, to zostanie to użyte przez kontrolerów dla celów dezinformacji. Było tak, że moi kontrolerzy nie mogli już pracować bez rosyjskich technologii, a ja nie zamierzałem za sprawą W.G zostać narzędziem wygodnej dla nich dezinformacji. Więc poprosiłem ją, by więcej już do mnie nie pisała.

Zdarzyła się również sytuacja, kiedy chyba to moi kontrolerzy nie chcieli mieć do czynienia z kontrolerami kolegi. A.F był młodym mężczyzną, który nie potrafił przetrawić efektów kontroli umysłu. Widziałem, że ciężko nad tym pracuje, ale spotykały go za duże kłopoty. Dyskutowaliśmy na ten temat, wymieniali poglądy. To był stosunkowo krótki czas po pamiętnych dla mnie wydarzeniach kwietnia 2004 roku. Ja też czułem się bardzo słaby i wycieńczony zasięgiem nowej technologii. Pewnego dnia zaproponowałem, abyśmy razem przeprowadzili publicznie głodówkę na znak protestu przeciw kontroli umysłu. Ten pomysł nie zakończyłby się chyba dobrze. A.F bardzo się do tego pomysłu zapalił, ale wkrótce potem zniknął. Okazało się, że miał kogoś, kto o niego dba. Przypuszczałem, że to jego partnerka postawiła go w sytuacji albo-albo. Kiedy spotkaliśmy się po raz ostatni, A.F nic o tym nie mówił, ale wiedziałem dokładnie, że to właśnie taka sytuacja. Chyba mnie nie zależało bardzo na przeprowadzeniu protestu. Po czasie domyśliłem się, że przerwanie kontaktu wynikło za sprawą kontrolerów.

Powyższe przypadki ukazują, jak to się dzieje, że kontrolowani pozostają ze swym problemem samotnie. Jakby nie było, dysocjacja społeczna sterowanego, to jedno z głównych narzędzi kontroli umysłu.

Wiadomo, że większość ludzi sterowanych zupełnie nie zdaje sobie sprawy ze swego położenia. Co by się nie wydarzyło, to ta świadomość do nich nie dociera. Większość sterowanych żyje i umiera bez świadomości o ich położeniu. To są wielkie straty dla ludzkości, gdyż zostaliśmy stworzeni, aby żyć w stanie świadomości. Kim więc są ci, którzy mają świadomość swej sytuacji i do tego potrafią mówić o tym publicznie? Kim jestem ja, który teraz te sprawy opisuję?

Zachodzi ogromne podejrzenie, że tacy ludzie są wykorzystywani dla nieznanej agendy kontrolerów. Być może celem jest prowadzenie działań dezinformacyjnych. Może kontrolerzy przygotowali sondaż, sprowokowali forum dla wymiany informacji poprzez dyskusje sterowanych? W przeszłości przypuszczałem, że garstka sterowanych została wprost zaprogramowana dla publicznych wystąpień, aby oswajać ludzkość z możliwością istnienia kontroli umysłu. Pierwszy stopień przygotowania ludzi do świadomej akceptacji ingerencji osobistej. Gdyby było inaczej, dlaczego jestem w stanie występować publicznie przeciwko tajnej kontroli umysłu, a nie mogę sobie poradzić z innymi aspektami tego problemu? O tym powinien myśleć każdy świadomy sterowany.

Jedno wydaje mi się dosyć pewne. Kontrolerzy polegają na milczeniu społeczeństwa. Kiedyś mogą zarzucić, że wiedziało i milczało – nijako robiąc tym samym milczących partnerami przestępstwa. Ale o tym w kolejnym rozdziale. 

Pomocy! Bardzo Proszę Sobie Pomóc!

Główny bohater filmu „Teoria Konspiracji” zostaje finalnie odnaleziony przez agentów prawego rządu. Teraz wszystkie problemy mają być załatwione. Odpowiednie instytucje przypilnują, aby nie działo się źle. To moje marzenia z bardzo dawnych lat. Tak się nigdy nie wydarzy.

Przez ostatnich kilkadziesiąt lat, religie, rządy, organizacje je reprezentujące, a nawet organizacje pozarządowe zostały totalnie skorumpowane i uzależnione od dysponentów technologii. Ludzie, którzy obsadzają ważne stanowiska są do tego celu przygotowywani od dzieciństwa. Nieważne w tym wypadku, czy zdają sobie z tego sprawę. Uzależnienie od technologii wykracza daleko poza różnice religijne, narodowościowe, czy partyjne. Najważniejsze jest, aby zawsze w kolejce czekali tacy, na których kontrolerzy mogą bez wątpliwości polegać.

To osobiste przeświadczenie wywodzi się z czasów mych najmłodszych lat. Dawno temu „cudownemu dziecku” szykował się inny los, ale okazało się, że się do takiej pracy nie nadaję. Sama myśl o podstępnym wchodzeniu w osobistą sferę duchową innego człowieka napawała mnie obrzydzeniem.

Ludzie na odpowiednich stanowiskach, którzy mogliby przynajmniej próbować zaprowadzenia porządku, mają do dyspozycji ciąg różnorodnych wymówek. Wielkiej rangi tajemnica państwowa, niebezpieczeństwo obalenia porządku publicznego, albo szkodziłoby to religii.

Kontrola umysłu to zaprzeczenie wszelkiej religii, włączając w to religię satanistyczną. Kontroler zajął miejsce Boga i Szatana. Jest nieustającym dowodem na to, że Bóg w wersji, jaką prezentują religie, po prostu nie istnieje. Nigdy żadna religia nie zajęła nawet jakiegoś stanowiska wobec kontroli umysłu, a co mówić o otwartej krytyce? Powody ku temu są oczywiste.

Jedynymi państwami, jakie zdobyły się na próby ustawodawstwa zabraniającego kontroli umysłu to Rosja i Bułgaria.  Informacje o Bułgarii pozostają pobieżne i niepotwierdzone. Rosyjskie ustawodawstwo dotyczy używania niektórych środków na terenie Rosji. Lista środków wydaje się być niekompletna. Jakkolwiek, jedynie ze strony ZSSR padły na forum ONZ propozycje unormowania problemu broni bezpośredniej energii. Nikt inny nie był zainteresowany.

Osoby poddane kontroli umysłu nie są w stanie się zorganizować. Natomiast ludzie, którzy spotykają się z tymi informacjami, po prostu je bagatelizują. Sprawa wydaje się nieprawdopodobna. Nie mówiąc już o tym, jak uwierzyć w istnienie grupy ludzi, którzy nawet mając do dyspozycji taką nieprawdopodobną technologię, chcieliby używać jej dla załatwiania potrzeb fizjologicznych zboczonych charakterów? W celach dominacji nad ludzkością? Niemożliwe! Zresztą, jakby nie było, to ciekawe, ale nie ma się z tym problemu i żyje się dalej.

Tymczasem sprawy zła toczą się dalej w nieubłaganym tempie. W moim przypadku, metody zarezerwowane dla celów militarnych zostały użyte w środowisku cywilnym, w sercu wielkiego miasta i z pominięciem granic państwowych. W tym wszystkim zaistniała pewna zasada. Kontrolerzy zróżnicowanych orientacji potrafią zjednoczyć się dla sprawy podtrzymania wpływu kontroli umysłu. Kiedy te sprawy są załatwione, wtedy powracają do starych rozgrywek. W dzisiejszych czasach nie ma już takich gości na majowej paradzie zwycięstwa w Moskwie. Ale pozostał standard zwiększonej pogardy, z jaką podchodzi się do ludzkości poprzez traktowanie sterowanego.

Już nie czekam i nie wierzę, że zjawi się ktoś, kto naprawi błędy przeszłych pokoleń. Kiedyś sterowani nie byli traktowani aż tak źle. Wtedy była większa szansa na etyczne wyprowadzenie problemu. Po ekscesach ostatnich trzydziestu lat, staje się to coraz mniej możliwe. Przeszłe pokolenia straciły tą szansę, a obecnym kontrolerom nie pozostaje nic innego, jak tylko ucieczka przed odpowiedzialnością. Najprawdopodobniej, najwygodniejszą formą takiej ucieczki jest stworzenie totalnego systemu jawnej kontroli.

Coraz częstsze sygnały dotyczące kontroli umysłu, a jest kontrolowane więcej niż umysł, są zapowiedzią bardzo złych czasów. Szykuje nam się podział na tych, którym będzie wolno swobodnie myśleć i na tych, którym nie będzie tego wolno. Tak jak pozostajemy podzieleni możliwościami gromadzenia bogactw materialnych, możemy zostać podzieleni możliwościami dotyczącymi używania bogactw duchowych i umysłowych. Co najgorsze, z mych obserwacji wynika, że tego drugiego rodzaju bogactw nie szykuje się wcale dla najmądrzejszych – wprost przeciwnie. Niestety, inteligencja nie może być utrzymana poprzez umysły, które nie mają do niej naturalnych predyspozycji. Ludzkości grozi w tym wypadku szybka degeneracja.

Nie zachęcałbym do nagłych rewolucji. Wiem na pewno, że po stronie kontrolerów znajduje się wielu dobrych ludzi, którym zależy na przetrwaniu ludzkości. To system stał się nieludzki. Zachęcam choćby do osobistej postawy, która powie – stop, nie dalej, rozliczmy to razem – zanim nawet taka postawa stanie się niemożliwa. Nazywam to metodą „po drodze”. Nawet niezjednoczeni ludzie, którzy wyrażają takie same cele i poglądy, stanowią ważną siłę. Bardzo proszę pomóc sobie – proszę pomóc ludzkości. 

Przyczyny i Cele Kontroli Umysłu

To jest najważniejsze. Bez znajomości przyczyn i celów problemu, nie można go pokonać. Wiem, że dotychczasowa relacja może się wydawać dla wielu jak nie z tej ziemi. Opisałem jednak wydarzenia i problemy, których doświadczyłem osobiście. Mogę o tym świadczyć. To, o czym napiszę teraz, nawet mnie samemu wydaje się – jak nie z tego świata. Jakkolwiek, wnioski, do których dochodzę, okazały się nieubłagane. Zresztą, okaże się, że nie można obejść się bez poruszania tematów związanych nie z tym światem.

Zacznę od tematu standardowego, łatwego w pojęciu. To jest zagadnienie, które wielu widzi, jako ostateczne. Dla mnie jest to punkt wyjściowy poszukiwań. Oczami wyobraźni można by oglądać armię sterowanych maszerujących do niewolniczych zajęć. Czy kontrola umysłu może być narzędziem Globalizacji i Nowego Światowego Porządku?

Zapewne tak właśnie jest. Dekady temu kontrolerzy posiadający doskonałe narzędzie postanowili zawładnąć światem. Nie potrzeba się zastanawiać, czy byli tacy, na pewno tak. To wymagało stworzenia systemu globalnego w celu uniknięcia niespodziewanych wojen. Nad tym też nie potrzeba się zastanawiać. Wyłącznie na polu kontroli umysłu i dla jej celów stworzono system globalny, który pomija konflikty państwowe i religijne. Tak jest od dawna. Siły mogą prowadzić wojny, ale na przygotowanym polu, gdzie nic nie zagrozi dysponentom kontroli. Wiele obserwacji wskazuje na to, że system ten był kontrolowany przez wywiad watykański.

Zjawisko związane z tym systemem zadziwiało mnie w latach osiemdziesiątych. Siły prowadziły ze sobą walkę, która polegała na tym, kto mnie najbardziej ogłupi. To wykraczało poza schemat mojej wyobraźni. Załóżmy, że ktoś jest najlepszym specjalistą ogłupiania, no i co dalej? Po pewnym czasie okazało się, że zwycięska metoda ogłupienia była wprowadzana, jako modelowa na polu walki. Stawała się standardem, który ktoś posiadał, a kontrolerzy zaczynali inny wymiar wojny. W taki sposób pole walki stawało się swego rodzaju bankiem technologii. System działał tak, aby postępowała technologia bez względu na to, kto był jej przodownikiem. Za czasów polskiego papieża istniało hasło „wszyscy mają wszystko”, – co tłumaczę, jako – wszyscy mają dostęp do wszystkiego. Etapy takiego systemu przetrwały do dzisiaj. Nic nie jest ważne tak, jak interesy technologii.

Ale to wszystko dotyczyło tylko świata technologii. Relacje pomiędzy siłami, to nie tylko sprawy kontroli umysłu. W świecie, gdzie oficjalnie taka technologia nie istnieje sprawy toczyły się ogólnie znanym trybem. Tutaj kończy się wygoda dysponentów technologii. Aby bezpiecznie i bezkarnie używać wszystkie metody technologii, potrzebna jest globalizacja na wszystkich polach. Jeśli jej nie ma, to kontrolerzy muszą opłacać używanie metod, których nie posiadają. Z kolei rzeczywiste zjednoczenie nie może zaistnieć, dopóki nie zostaną zniwelowane wszystkie konflikty pomiędzy siłami. Trzeba poświęcić swoją tożsamość i to, co ma się tylko dla siebie, aby móc zostać członkiem klasy całkowicie dominującej poprzez technologię.

Do tego, w 2004 roku, ktoś wprowadził do akcji metody, które do tamtych czasów miały charakter militarny, kontrolę pogody i doprowadził sterowanego na granice wytrzymałości. Kto pierwszy ten lepszy. Wyglądało na to, że ktoś próbował przejąć kontrolę nad technologią.  Teraz dla globalizacji wszyscy musieliby się pogodzić ze sobą nie tylko na polu kontroli człowieka, w świecie politycznym i ekonomicznym, ale także na polu militarnym i kontroli pogody. To okazuje się coraz trudniejsze. W 2004 roku wystąpiły elementy, które wskazywałby na próby łączenia inteligencji człowieka z maszyną. Jakiś czas potem okazało się, że niektóre państwa prowadzą intensywne i zaawansowane prace nad wykreowaniem inteligentnego robota militarnego. Możliwości sukcesywnej Globalizacji wyraźnie się oddaliły.

Nowy Światowy Porządek oznacza między innymi, że jest ktoś po imieniu, kto rządzi siłami zglobalizowanymi. Pod koniec 2003 roku hasło „wszyscy mają wszystko” zamieniło się na hasło „wszyscy jesteśmy Żydami”. Nie mogłem pojąć – jak Żydem?!? Chyba nie chodziło o wszystkich, lecz o kontrolerów? Ponieważ dociera do mnie, że obecnie wszyscy moi ważniejsi kontrolerzy to Żydzi, to przypuszczam, że to właśnie oni próbowali przejąć kontrolę nad bankiem technologii w 2004 roku, przed odejściem polskiego papieża. Skąd takie umiejscowienie w czasie? Wiele obserwacji wskazuje na to, że był on prowadzony przez wywiad żydowski dysponujący rosyjskimi środkami przez długi czas. Żydzi chcieliby, więc, maksymalnie wyeksploatować ten układ przed jego odejściem.  Światem zglobalizowanym ktoś musi rządzić. Jak do tej pory, Żydzi wydają mi się głównymi pretendentami do tego stanowiska.

Technologie bezpośredniej energii, kontrola umysłu, to zapewne ponętna przyczyna i wymarzony cel dla wielu zwolenników globalizacji. Pod warunkiem, że to oni osobiście będą w niej odgrywali najważniejszą rolę. Bez spełnienia tego warunku, nawet perspektywa używania technologii bez ograniczeń to za mało na zgodę.

Tak, na podstawie osobistych doświadczeń i obserwacji, widzę relację pomiędzy NWO i Globalizacją, a kontrolą umysłu. Koniecznie należy poruszyć bardzo ważne zagadnienie. Na miesiąc czasu, w kwietniu 2004 roku, pole walki nazwane przeze mnie poprzednio bankiem technologii, zamieniło się w swego rodzaju stół działań operacyjnych, który mógłby zaistnieć po sukcesywnym akcie globalizacji. Wyraźnie mówiąc, w tych warunkach nie da się żyć. Należy zrobić absolutnie wszystko, aby pokonać problem kontroli umysłu przed jakimikolwiek działaniami zjednoczeniowymi. Dopiero wtedy może nastąpić prawdziwa ludzka jedność i współpraca. W przeciwnym razie grozi ludzkości zagłada. Powodów ku temu i sposobów na to jest zbyt wiele, aby je tutaj teraz opisywać. To jest niezmiernie ważne, nie może stać się inaczej!

Wbrew oczywistym pozorom, opisane dotąd zagadnienia nie wydają się być ostatecznymi przyczynami lub celami kontroli umysłu. Jeśli nawet jest tak, że kluczowe stanowiska dozoru nad moją osobą są rzeczywiście obsadzone przez Żydów, to oni wcale nie chcą się obnosić ze swoją tożsamością. To przeczy status quo wewnątrz NWO. Dociekając przyczyn wydarzeń kwietnia 2004 roku, nie mogłem dojść do logicznych wniosków. Zależności niezupełnie się wzajemnie wypełniały. Musiałem sięgnąć po metody abstrakcji. Wtedy zdołałem wykryć inny wymiar przyczyn i celów kontroli umysłu.

Przeszukując historię mego życia, rozpatrując rzeczywisty sens i symbolikę wydarzeń, przyszło mi zauważyć, że takie samo dochodzenie od dawna prowadzili na mnie kontrolerzy. Więc przymierzyłem się w sposób abstrakcyjny do roli osoby przesłuchiwanej i wtedy, jak z worka różności wysypały się spostrzeżenia, na które zazwyczaj nie zwracałem większej uwagi. Wkrótce okazało się, dlaczego! Przyszło mi zrozumieć, czym jest nieubłagany mechanizm napędowy rozwoju kontroli umysłu. Zrozumiałem, jakie warunki powodują, wbrew wszelkiej logice i etyce, sukcesywność tego zjawiska.

Dotarło do mnie wyraźniej coś, co spostrzegałem już w przeszłości, kiedy nie potrafiłem skoncentrować nad tym wystarczającej uwagi. Dlaczego toczą się na mych zmysłach obłędne i groteskowe przedstawienia? Dlaczego mój umysł i system nerwowy poddane są nieustającej interrogacji możliwości i wytrzymałości – sięgając niemal stopni paranormalnych? Rozumiałem, że szaleńczy teatr technologii zmusza mnie do niewolniczej pracy. Choćby tylko za sprawą naturalnych reakcji na te bodźce. Poza tym, po każdym szaleństwie, praniu mózgu, po każdym nieszczęściu muszę się pozbierać, normalizować swoje sprawy i próbować stworzenia warunków do normalnego życia. Dzieje się to, podczas kiedy mój organizm jest nieustannie monitorowany.

To, co wiem, przyszło poprzez poprzestawiany i pomieszany umysł, niepokornie rozlewającą się energetykę mózgu, wieloraki terror kontrolerów. Dlatego polegam na swej opinii. Jedyne, co mam, aby radzić sobie z nimi, to rozeznanie prawdy. Zanim powiąże razem te tematy, muszę opowiedzieć o kilku zjawiskach, bez których to powiązanie nie byłoby możliwe.

W dzisiejszym świecie coraz częściej docierają do nas zapytania dotyczące kreacji ludzkości. Zaczyna do nas docierać to, że nie zostaliśmy stworzeni ani w sposób opisany przez religię, ani też nie rozwinęliśmy się na zasadzie teorii ewolucji Darwina. Badając starożytne budowle znajdujemy coraz więcej zależności, w których nie możemy się połapać. Nie rozumiemy, jak starożytni ludzie bez znajomości dzisiejszej technologii, prymitywnymi narzędziami, potrafili stworzyć dzieła, których nawet nie potrafimy zduplikować. Badacze alternatywnej wersji historii ludzkości prezentują powiązania interpretacji tradycyjnych informacji i znalezisk archeologicznych, które powodują oniemiałość.

Przeszkadza wpływ kampanii dezinformacji ze strony religii, rządów i nauki, która gdzie nie gdzie stanęła sto lat temu. Jesteśmy zwodzeni za sprawą działalności zwyczajnych szarlatanów, którzy serwują nam przygotowane przez wywiady, pozbawione kontekstu informacje, zaprowadzające nas w miejsca, gdzie wiedza przybiera formę nieużytkową.

Patrząc na to obiektywnie, mam nieodparte wrażenie, że jesteśmy tworem cywilizacji kosmicznej wysokiego stopnia. Zostaliśmy zaplanowani do tego, aby rozwijać się i pójść do nieba, – czyli wyruszyć w stronę Wszechświata. Nie potrafię odmówić wrażeniu, że Bogowie byli z nami dawno temu, zanim wyruszyli na dalsze poszukiwania. Ich istotna cząstka została z nami i czyni nas tym, czym jesteśmy. Nie możemy tego odmówić, nie możemy zaprzeczyć siebie samych, nie możemy zaprzepaścić przeznaczenia.

Ale czy naprawdę może tak być z nami wszystkimi? Obowiązujące religie, które mają prowadzić ludzkość do Nieba, stoją w ogromnej sprzeczności z takimi poglądami. Ludzie są niczym, mogą cierpieć. Nie jest ważne, czy ich życia będą zmarnowane. W przypadku kontroli umysłu jest to szczególnie rażące. Religia milcząco pozwala na sytuacje, w których ludzie żyją i odchodzą bez świadomości tego, że ktoś, tak jak sam Bóg, wpływał na ich życie. Najważniejsze jest, aby ludzie trzymali się Kościoła i byli posłuszni zaleceniom. Pewnego dnia pójdą może do jakiegoś abstrakcyjnego nieba, gdzie mają pozostać szczęśliwi na zawsze.

Wielu ludzi wierzących inwestuje swoje rzeczywiste wrażenie kontaktu ze Stwórcą dla religii. Same religie bywają często fragmentaryczną kontynuacją poprzednich wierzeń. Przenoszą zapisy wydarzeń, daty świąt, tradycyjne obrzędy. Wielkie postacie starych i nowych religii wyrażają się zadziwiającym podobieństwem.

Czy współczesna religia sięga naszego Stwórcy? Niestety, bez pasożytowania na tych, którzy sięgają tam bez pomocy religii, to raczej nie. Doznałem, że religia, którą próbowałem kiedyś wyznawać, nie jest drogą do nieba. Szacunek, jaki dla tej religii żywiłem, pozostawianie dla tej religii wolnego miejsca w świecie osobistym, doprowadziły mnie do technologicznego piekła. Spędziłem większość mego życia próbując pogodzić w sobie religię z rzeczywistością. Teraz, jestem w miejscu, gdzie religijne sygnały kontroli umysłu ustanowiły ze mnie wroga religii.

Nie jesteśmy wszyscy tacy sami. Wygoda nigdy nie pozwoli dysponentom religii zaakceptować, że bogowie byli kiedyś z nami, że możemy wyruszyć do nieba rzeczywistego, a nie pójść do jakiegoś miejsca w wyobraźni. Żydowski exodus podzielił ludzi i oddziela wyznawców wielu religii od korzeni ludzkości. Mojżesz, który podrzucił nam obce pochodzenie skądinąd naturalnie odczuwanych zasad postępowania, stał się symbolem drogowskazu prowadzącego do technologicznej degeneracji. To właśnie od czasu Mojżesza ktoś oferuje nam to, co sami naturalnie posiadamy.

Tymczasem, jest wielce prawdopodobne, że to właśnie nauka religijna, jako pierwsza poznała istotę pochodzenia ludzkości. Dla Watykanu sygnałem alarmowym były objawienia z Fatimy. Religia potrzebowała gwałtownie metody na znalezienie wygodnego położenia w zmieniającym się świecie. Środki kontroli umysłu to wygodne narzędzie dla unikania kłopotu i dla dominacji. Pouczenia kontrolerów i doświadczenia osobiste nauczyły mnie, że pierwszą instytucją dysponującą technologią był Watykan. Ten, szczególnie za czasów Pawła VI-tego, podrzucił ją rządom niektórych państw. Te z kolei dla uniknięcia odpowiedzialności, podobnie jak Watykan, w początkach lat osiemdziesiątych zdały się na prywatnych kontraktorów – zazwyczaj bogatych miliarderów, którzy posiadali już zorganizowane wywiady osobiste. To oni utrzymywali to, co nazwałem poprzednio bankiem technologii, polem walki, gdzie w tzw. szkole liczył się przede wszystkim rozwój technologii.

Mówiąc uczciwie, nie mam do czynienia z nawałem informacji religijnej, z jaką spotyka się w kościele. Jakkolwiek, tak jak jeszcze nigdy żadna religia nie wystąpiła przeciwko kontroli umysłu, tak ja jeszcze nigdy nie doświadczyłem sygnału technologicznego, który chciałby religię konfrontować. W żadnym systemie, żadnym państwie, na żadnym polu. Nieprawdopodobne, ale prawdziwe. Poprzez sieć kontrolerów zamkniętych we własnych zależnościach, to religia pozostaje do dzisiaj pierwszym dysponentem technologii.

Przyszło mi zrozumieć, że w pierwszym rzędzie mam do czynienia z systemem stworzonym przez religię, która zna swoje prawdziwe położenie i poprzez sieć kontrolerów robi – no właściwie, co?

Dawno temu, jako nastolatek, spędzałem wiele czasu jeżdżąc na łyżwach. To właśnie tam, w jednym z pomieszczeń lodowiska Torpiast, we Wrocławiu, doświadczyłem jednego z technologicznych objawień. Moi kontrolerzy używali takich dla zaznaczenia newralgicznych elementów ich działalności. Byłem ich świadomy, ale jednocześnie nie. Ważne, że pozostawały w pamięci. Na tle jakiegoś kosmicznego nieba nieznany głos oznajmił – Od czasu do czasu organizowane są akcje ściągnięcia z kosmosu pewnej duszy. Po czym objawienie się skończyło.

Długo potem, to zjawisko okazuje się być kluczowym dla zrozumienia sytuacji. Szuka się w kosmosie czegoś, co mogłoby mieć z nami związek. Teraz wszystkie wydarzenia i metody kontrolerów zaczynają mieć realne znaczenie – tak jak nigdy dotąd. W człowieku, który jest częścią kosmosu, szuka się śladów jego Stwórców. Prowadzi się interrogację możliwości i zakodowanych w nim wiadomości. Stwarza się służące temu warunki i preparuje kondycję osobistą sterowanego. Prowadzi się badania na wielu polach, a człowiek jest traktowany, jako surowiec. Mało tego, poszukuje się opieki Niebios. Teatr technologiczny kreuje wizję wielkich niebezpieczeństw grożących ludzkości w oczekiwaniu interwencji Nieba. Ach, te lęki lat osiemdziesiątych! Krótko mówiąc, nowoczesna religia zamiast oferowania zapewnionej drogi do nieba, poszukuje Boga i jego interwencji w człowieku. Żebym się jeszcze do tego nadawał! Po tak wielu technologicznych praniach mózgu nie pozostało we mnie za wiele bogactw, wspaniałości, jakie nosi przeciętny człowiek. Gdybym wierzył w istnienie diabła, tak jak przedstawia to religia, to nazwałbym to pomysłem iście diabelskim.

W tym kontekście NWO i Globalizacja to zaledwie zagadnienia organizacyjne i forma zapłaty dla posłusznych i wybranych. Znacznie ważniejszym celem kontroli umysłu jest kontrolowanie relacji człowieka do jego Stwórcy i Wszechświata. Prawdziwe bogactwa znajdują się w niebie.

Czy to już wszystko? Jeśli przyjmę, że niewygodna pozycja współczesnej religii to przyczyna, a poszukiwania śladu Boga w człowieku to cel kontroli umysłu, czy będę usatysfakcjonowany wynikiem mych dociekań?

To zupełnie pewne, że nie ma ważniejszego celu kontroli umysłu. Można dociekać, dlaczego religia znalazła się w takim położeniu? To są przyczyny, którymi powinni się zajmować dysponenci religii – zamiast prowadzenia na ludzkości działalności „wykopaliskowej”. Mając do czynienia z religijnymi specjalistami od chorób, nieustępliwości, mistrzami jedoczesnej wieloznaczności i tego, co nazywają „torturkami”, obiecałem sobie raz na zawsze – nie zostawiać nigdy więcej w mej sferze osobistej wolnego miejsca dla religii! Zostało mnie na to stanowczo za mało. Następna zdrada ludzkich wartości może zakończyć się dla mnie fatalnie.

Dla mnie osobiście, krzyż ze surowego drzewa, który przedstawia Trzecia Tajemnica Fatimska, symbolizuje prawdziwe pochodzenie ludzkości. Religia nie tylko przygarnęła technologicznych zwyrodnialców i godzi się ze systematycznym procesem samo-zamiany na kontrolę umysłu. Dysponenci religii nie mają kontaktu z korzeniami ludzkości. To jest ostateczna przyczyna, dla której jest ktoś, kto marnuje moje życie. Dlatego będę zawsze musiał pilnować, aby podążać za moimi Stwórcami. Wiem zbyt dobrze, że bez Nich nie będzie mnie. 

Zakończenie

Sporządziłem tą relację osobistej historii i przedstawiłem mój światopogląd z pozycji osoby poddanej kontroli umysłu i ze spojrzeniem, które powinno należeć do osoby, którą byłbym, gdyby moje życie ułożyło się normalnie. Wiem, że opisałem sprawy przeraźliwie okropne. Jakkolwiek moim celem nie było narzekanie, czy chęć wzbudzenia politowania. Bardzo często ludzie osiągają w życiu to, o czym marzyli od najmłodszych lat. Tacy, którzy marzyli o wielkich pieniądzach, bardzo często stają się zamożni. Ci, którzy posiadając specyficzne zdolności marzyli o sławie, często stają się sławni. Będąc dzieckiem, wprawdzie już sterowanym, to chyba naprawdę marzyłem o tym, aby być pożytecznym dla ludzkości, aby odegrać rolę w jej dziejach. Z tym drugim może być trochę ciężko, ale moje marzenia też się spełniły. Czuję wyraźnie, że jestem na pierwszej linii frontu. Tam gdzie decyduje się przyszłość ludzkości. A więc nie mogę narzekać i powinienem starać się spełniać me marzenia. Filozoficznie, mam bardzo wyraźne wrażenie, że przychodzimy na ten Świat głównie po to, aby pracować nad samo-udoskonaleniem. Mnie zdarzyła się praca cięższa niż inne.

Niewielu sterowanych próbuje opisać ich historie. Tym, którzy próbują, jest bardzo trudno przedstawić zagadnienia, które odbiegają tak daleko od codziennej rzeczywistości. Wiem, że moja pierwsza próba, w 1997 roku, nie była raczej udana. Nie wiem, jak udało mi się to tym razem? Moim celem było, aby czytelnik udał się na wycieczkę do mojego świata, porozglądał się dookoła, poznał problemy, nasłuchał opowiadań, a potem bezpiecznie wrócił do siebie. Nie jest u mnie miło, ale może być ciekawie.

Wiem, że takie historię są wielce bulwersujące. Będzie mi przykro, jeśli kogoś uraziłem. Proszę wziąć pod uwagę, że przedstawiłem swój świat, nie namawiałem nikogo, aby dzielił moje poglądy. Każdy człowiek jest predysponowany do określenia własnego światopoglądu. To czyni nas zróżnicowanymi i ciekawymi. Im więcej danych dla tego określenia, tym lepiej. Tym większe szanse na to, że światopogląd będzie pełniejszy. Mógłbym być tylko zadowolony, jeśli znajdzie się ktoś, kto przekona mnie, że jestem w błędzie. Niestety, wiem, że tak się nie stanie.

Chyba mam szczęście do pierwszeństwa. Kiedyś byłem chyba pierwszym Polakiem, który publicznie sygnalizował istnienie zorganizowanej kontroli umysłu. Tym razem jestem chyba pierwszym sterowanym, który powiązał istnienie tego problemu z problemami religii, sięgając przy tym stopni tego powiązania zasadniczych. Kto pierwszy wcale nie musi być lepszy, szczególnie w moim świecie, ale dobrze, że te powiązania zostały finalnie zasygnalizowane.

Brak rozeznania taniej sztuczki, której znajomość dawno temu ktoś zachował tylko dla siebie, nie tylko upośledził rozwój technologiczny ostatnich stu lat. Ludzkość stanie wobec wyboru pomiędzy nieuchronną degeneracją a dalszym rozwojem. Znajomość tego zjawiska i to jak będzie ono stosowane zostanie decydującym czynnikiem tego wyboru. Jeszcze nigdy w historii tak wiele nie zależało od roli jednego zjawiska fizycznego. Warto o tym wiedzieć, by mieć coś do powiedzenia w zbliżającym się wyborze. Jeśli będzie ktoś, kto uzna, że moja relacja ułatwiła mu znajomość zjawiska i pozwoliła poznać nieco szerzej dotyczące tego aspekty, to mój czas nie na pewno nie będzie zmarnowany. 

 

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Kontrola Umysłu w XXI wieku

  1. Świetnie napisane co za lekkość pióra i myśli ja na TI wszystko wyrażone spójnie logiczne i bardzo dojrzaje,a nie jak to bywa z powodo niemożności skupienia chaotyczne.Powinien napisac pan książke.Widzę potencjał i przede wszystkim dojrzałość życiową która nam dwudziestoparoletnim TI po prostu brakuje aby być potraktowanym poważnie.
    Michał

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s